Mecz z West Hamem nie poszedł po naszej myśli bo był tylko remis co oddalało nas od Ligii Mistrzów ale jakoś sobie z tym radziliśmy. Siedząc na trybunie w koszulce mojego brata z Adrianną , Martiną i synami Edena cieszyłam się po golu mojego brata. Krzyczałam jak opętana wkóncu to mój ukochany braciszek. Nie było nam tak wesoło po golu Jawiera Hernandeza.
Po meczu ciężko mi było wstać z łóżka , jakoś się z niego zwlokłam Spojrzałam na zegarek dochodziła 9 rano a to oznaczało że musiałam wstawać bo i tak już byłam spóźniona na praktyki. Wzięłam szybki prysznic , zrobiłam lekki makijaż , ubrałam się i zbiegłam na dół. Niestety już mojego brata już nie było.
- Cholera jasna- syknęłam
- Nie przy Martinie- zrugała mnie Adrianna - Trzeba było wstać wcześniej - dodała
- Pożycz mi kluczyki - poprosiłam
- Nie ma mowy - powiedziała - Dziś mi są potrzebne - mruknęła
- Dobra - machnęłam na nią ręką
Wyjęłam z kieszeni swój telefon i wybrałam numer do Edena . Odebrał po trzech sygnałach.
~Co się stało? - zapytał
- Jedziesz do Cobham? -zapytałam go
~ Już w nim jestem a o co chodzi? - dopytywał mnie
-Bo zaspałam i potrzebuje transportu do Cobham - wyjaśniłam
~ Zadzwoń po taxi albo zadzwoń do Moraty bo jeszcze go nie ma to może Cię weźmie - wyjaśnił - Słuchaj muszę kończyć bo Conte już przyszedł - dodał
- Okey to dzięki - rozłączyłam się i wybrałam numer po taxi
Miała być za około 15 min , wysłałam krótką wiadomość do przełożonego że trochę się spóźnie bo są kroki. Kiedy taxi przyjechało pojechałam do ośrodka, taksówkarz bardzo się postarał bo w niecałe 15 minut byłam na miejscu. Wbiegłam praktycznie do klubu i leciałam korytarzem do gabinetu.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziałam próbując łapać powietrze
- Nic się nie stało - mruknął krótko - Masz tu parę tekstów do zredagowania na wczoraj więc siadaj i bierz się do roboty - dodał
Spokojnie zdjęłam czapkę , kurteczkę i wzięłam się do roboty. Czekały na mnie teksty na stronę i nie tylko. Po kilku godzinach do gabinetu wszedł Hazard.
- Cześć jak widzę zdążyłaś? - zaśmiał się całując mnie w czoło
- Jak widać ale mam jeszcze mnóstwo pracy - załamałam się - Gdyby się nie spóźniła teraz wychodziłaby do domu - uśmiechnęłam się do niego
- Dasz radę - złapał mnie za dłoń - O czy piszesz? - zapytał
- O wczorajszym meczu - powiedziałam
- No to bardzo ciekawe w takim razie - masował mi ramiona - Nie przeszkadzam Ci już - dodał - Lece po moich chłopców - wyjaśnił
- Okey do zobaczenia wieczorem - musnęłam jego usta
- Po pracy od razu przyjedź do mnie - powiedział wychodząc
Zostałam sama z artykułami , dość długo pisałam , miałam nadzieje się z tym wyrobić do popołudnia. Dopiero po 15 skończyłam pisać i mogłam oddać tekst do redakcji , kiedy skończyłam wyszłam z Cobham. Byłam wykończona , zła i głodna. Do domu Edena wybrałam się pieszo bo przebycie Londynu o 15 graniczyło z cudem. Dobrze, że do Edena nie było bardzo daleko bo jakieś 30 minut piechotą. Kiedy tam dotarłam zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi po chwili stał w nich uśmiechnięty Belg.
- Hej wyglądasz na padniętą - odparł
- Bo tak się czuje - mruknęłam wchodząc do przedpokoju
- Moja biedna - musnął moje usta - Chodź do kuchni - dodał
Usiadłam na krześle w kuchni obserwując mojego chłopaka. Jego ruchy gdy robił mi jedzenie były pełne miłości. Byłam zmęczona ale szczęśliwa bo mogłam spędzić czas z Edenem a teraz mieliśmy go bardzo mało. Chłopaki mieli coraz częściej treningi, a ja miałam nawał pracy. Kiedy postawił przede mną talerz z jedzeniem uśmiechnęłam się szeroko bo od rana nic nie jadłam.
- Patrzysz na to jedzenie jakbyś nie jadła cały dzień - odparł Eden , który siedział naprzeciwko mnie
- Czytasz mi w myślach czy jesteś jasnowidzem? - zapytałam
- Nic nie jadałaś cały dzień - oburzył się
- No jak widać nie - syknęłam- nie miałam kiedy - syknęłam
- Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - zaznaczył
- Tak wiem ale dziś i tak spóźniłam się do Cobham a później miałam pisać raporty - wyjaśniłam
- To przez mecz? - zapytał kiedy zaczęłam jeść
- Nie - mruknęłam szybko
- Zbyt dużo na siebie bierzesz - powiedział trochę zły
- Eden ja kocham to robić , rozumiesz - oburzyłam się
- Tak ale czy to nie jest zbyt dużo jak na tak drobną dziewczynę jak ty? - spytał
- Nie Eden - powiedziałam krótko kończąc rozmowę
Kiedy zjadłam posiłek wstałam by posprzątać po sobie. W pewnym momencie Eden wyjął mi talerz z ręki. Wsadził go do zmywarki i zaczął mnie całować. Nie wiedziałam czy w tym momencie go pragnęłam byłam na niego zła. Odsunęłam się od niego. Popatrzyła na mnie nie wiedząc o co mi chodzi.
- Chłopców nie ma jeśli to masz na myśli - powiedział
- Nie to nie to - mruknęłam siadając na blacie stołu krzyżując ręce na piersi
- Więc o co ? - spytał
- Jak to o co ? - moje pytanie było retoryczne i pełne jadu - O to że zawsze kiedy u Ciebie jestem a jest to praktycznie codziennie lądujemy w łóżku - dodałam
- Na tym polega związek ? - odparł
- Jak dla mnie polega też na rozmowie a nie tylko na seksie - wyjaśniłam oschle
- Przecież rozmawiamy - odparł - Znasz mnie ja znam Ciebie - dodał
- I myślisz że to wystarcza? - spytałam
- No mnie tak - powiedział i chciał mnie pocałować
- A mnie nie - zsunęłam się z blatu i poszłam do korytarza
Zaczęłam się ubierać a on spokojnie obserwował moje ruchy. Jego wzrok był pusty i niepewny ale spokojny.
- Odchodzisz? - spytał mnie po chwili
Te słowa bardzo mnie zraniły. W moich oczach pojawiły się pierwsze łzy. Nie teraz pomyślałam.
- Nie ale chce żebyś przemyślał parę spraw - dodałam wychodząc
Myślałam że mnie zatrzyma ale nie on pozwolił mi odejść. Moje oczy zalały się łzami, wiedziałam że robię dobrze ale było mi przykro. Szłam ulicami Londynu nie wiedząc za bardzo co z sobą zrobić. Usiadłam na ławce w parku i lekko się załamałam, łzy lały się strumieniami. Wyjęłam telefon i wybrałam znajomy numer. Dybala odebrał po dwóch sygnałach.
~ Hallo Londyn - powiedział wesoło
- Paulo - powiedziałam przez łzy
~ Co się stało ? - spytał delikatnie
- Jestem głupia - odparłam lekko się jąkając
~ Czekaj , dlaczego? - dopytywał
- Kazałam Edenowi więcej ze mną rozmawiać a nie wiesz co robić - mruknęłam - A on powiedział że wystarczająco rozmawiamy a ja wściekła wyszłam i kazałam mu przemyśleć całą sytuację - powiedziałam przez łzy
~ Spokojnie na pewno wszystko się ułoży - próbował mnie jakoś pocieszyć - Gdybym tam teraz był przytuliłby Cię - po jego głosie słyszałam że naprawę by chciał
- Paulo przestań - poprosiłam
~ Brakuje mi tutaj Ciebie- odparł - Na swoją obronę dodam że w Turynie robi się coraz cieplej - dodał
- Kochany jesteś - pod nosem się uśmiechnęłam
~ Ja niby dlaczego ? - zapytał
- Za każdym razem pomagasz mi o stresowych albo złych sytuacjach - stwierdziłam
~ Od tego są przyjaciele prawda? - spytałam
- Wiadomo - mruknęłam
~ Muszę kończyć bo przyszedł Pipito - powiedział - Będzie dobrze Ju - mruknął
- Dzięki - powiedziałam - Kocham Cie Paulo - mruknęłam
~ Ja Ciebie też Ju - mruknął - Kończę - rozłączył się
Sama jeszcze chwile siedziałam w parku a kiedy zrobiło się chłodniej poszłam do domu. Po 30 minutach byłam na miejscu , gdy tylko zamknęły się za mną drzwi , stanęłam przed gradem pytań.
- Gdzie byłaś? - pytał mnie Azpi
- Czemu wyszłaś? - Hazard był wściekły
- Zwariowałaś? !- oburzyła się Adrianna
- Odczepcie się ode mnie okey - krzyknęłam - Mam dość - pobiegłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz
Próbowali się do mnie dobijać jeszcze parę minut ale odpuścili. Chyba wkońcu zrozumieli , że ja już na prawdę nie mam siły i bali się że znów wyjadę do Turynu albo co gorsza do Hiszpanii. Leżałam bezwładnie na łóżku a kiedy dobijałam północ poszłam się kąpać bo byłam pewna że nikogo nie będzie. Wzięłam rzeczy i poszłam do łazienki , tam szybko wzięłam prysznic , a później położyłam się do łóżka. Długo nie mogłam zasnąć, sen znużył mnie dopiero o 5 rano.
Spojrzałam mu w oczy i wiedziałam,że patrze na człowieka,przy którym chce zasypiać i się budzić.Był moją wiecznością....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Ten
Kiedy przyleciałam do Turynu Paulo czekał na mnie. Jak mi obiecał tak zrobił. Zaopiekował się mną i w przeciągu jednego tygodnia zapomniałam...